Monday, April 23, 2018

Czwartek Jazzowy z Gwiazdą - Piotr Wyleżoł Human Things feat. Andy Middleton - Gliwice, 26.04.2018


Piotr Wyleżoł - rhodes piano
Andy Middleton (USA) - saksofon
Max Mucha - kontrabas
Łukasz Żyta - perkusja

26 kwietnia, godz. 20:00, Klub Muzyczny 4Art Gliwice
Bilety: 20 zł przedsprzedaż / 25 zł w dniu koncertu

Najnowszy projekt Piotra Wyleżoła, czyli Human Things w Śląskim Jazz Clubie w ramach cyklu Czwartek Jazzowy z Gwiazdą. Na otwarcie sezonu. Jak nowy to projekt? Dość powiedzieć, że album ukazał się 9 marca 2018 w najbardziej prestiżowej i legendarnej serii w historii polskiego jazzu "Polish Jazz". Oficjalna, koncertowa premiera miała miejsce dzień później, 10 marca 2018 w Teatrze Muzycznym ROMA w Warszawie, z udziałem całej plejady gwiazd. Koncert poprowadził red. Mariusz Owczarek z Radiowej Trójki. Na Śląsku projekt pojawi się w maju w sali NOSPR w Katowicach oraz w Teatrze Ziemi Rybnickiej, ale zanim do tego dojdzie, 26 kwietnia Śląska premiera w Śląskim Jazz Clubie w ramach cyklu Czwartek Jazzowy z Gwiazdą. Koncert kameralny, klubowy. Ze względów zdrowotnych Daynę Stephensa zastąpi Andy Middleton, nowojorczyk na stałe mieszkający w Wiedniu i jeden z czołowych saksofonistów europejskiej sceny jazzowej. W sekcji zasiądą Max Mucha i Łukasz Żyta.


Piotr Wyleżoł karierę na scenie jazzowej rozpoczął jeszcze w okresie studiów, w zespołach m.in. Janusza Muniaka, Jarka Śmietany i Marka Bałaty. Jako student był laureatem licznych konkursów i festiwali jazzowych: Jazz Juniors w Krakowie (I nagroda), Festiwal Standardów Jazzowych w Siedlcach (I nagroda), „Klucz do Kariery” – Pomorska Jesień Jazzowa, Jazz nad Odrą we Wrocławiu (nagroda indywidualna dla najlepszego instrumentalisty), Międzynarodowy Konkurs Improwizacji Jazzowej (Katowice). Od początku swojej działalności artystycznej lider własnego trio. W 2001 roku ukazała się pierwsza autorska płyta pianisty „Yearning“ nagrana wspólnie z Adamem Kowalewskim na kontrabasie i Łukaszem Żytą na perkusji. Już wtedy prasa nie szczędziła ciepłych słów: „To jeden z najciekawszych debiutanckich albumów. Trio złożone z młodych polskich muzyków zbudowało nastrój godny największych osiągnięć w swym gatunku.” (Jazz Forum 11.2001).

W październiku 2009 roku nakładem renomowanej wytwórni Fresh Sound Records ukazała się trzecia płyta tria pianisty, zatytułowana „Children’s Episodes”. Płyta wydana została w serii New Talent, w której można znaleźć takie nazwiska, jak Brad Mehldau, Kurt Rosenwinkel czy Chris Cheek. Warto nadmienić, że Piotr Wyleżoł jest pierwszym Polakiem, który dostał się do tego zaszczytnego grona. Płyta ta została również nominowana do nagrody Fryderyk 2010 w kategorii Jazzowy Album Roku. W dyskografii Piotra Wyleżoła jako lidera, poza studyjnymi płytami tria, znajdują się również dwa albumy koncertowe. Pierwszy to „Quintet Live“, która ukazał się w 2010 roku z gościnnym udziałem Adama Pierończyka (sax) oraz Davida Doruzki (git.), oraz zarejestrowany podczas festiwalu „Jazz w Gdyni“ recital na dwa fortepiany ze Sławkiem Jaskułke i wydany pod nazwą DuoDram.

Podczas dotychczasowej obecności na profesjonalnej scenie jazzowej miał okazję współpracować z wieloma jej osobistościami, takimi jak: Billy Hart, Edd Schuller, Janusz Muniak, Tomasz Szukalski, Jarosław Śmietana, Tomasz Stańko, Jan Ptaszyn Wróblewski, Grzegorz Nagórski, Kazimierz Jonkisz, Andrzej Cudzich, Adam Pierończyk, Gary Bartz, John Purcell, Urszula Dudziak, Mika Urbaniak, Marek Bałata, Ewa Bem, Piotr Baron, Antymos Apostolis, Nigel Kennedy, Steve Logan, Monty Watters, Bennie Maupin, Janis Siegel i inni. W latach 2005 - 2012 regularnie współpracował z Nigelem Kennedy’m, biorąc udział w jego autorskich projektach, a także koncertach muzyki klasycznej, m.in. jako klawesynista w repertuarze J.S.Bacha czy A.Vivaldiego. Od 2007 prowadzi klasę fortepianu w Katedrze Jazzu i Muzyki Współczesnej Akademii Muzycznej w Krakowie.

Saturday, April 21, 2018

Mateusz Puławski Lunar Quartet - (Extra) Ordinary Songs (2018)

Mateusz Puławski Lunar Quartet

Mateusz Puławski - guitar
Nicolo Ricci - tenor saxophone
Wojciech Lichtański - alto saxophone
Thomas Winther Andersen - double bass
Henning Luther - drums



(Extra) Ordinary Songs

PRIVATE EDITION 2018

By Alek Jastrzębski

Czy piosenki mogą przeżyć rozłąkę ze słowami? Z pewnością nie wszystkie i nie zawsze. Na szczęście tym, które usłyszymy na trzeciej płycie formacji Mateusz Puławski Lunar Quartet, słowa, zdawałoby się, nigdy nie były potrzebne. Może dlatego, że, jak zdradza tytuł, to po prostu (Extra) Ordinary Songs?

Mateusz Puławski po raz kolejny zabiera nas w niesamowitą podróż, i tym razem niemal dosłownie, bo oprowadza po... swoich podróżach. A w zasadzie częstuje nas muzycznymi owocami, zrodzonymi z nasion, zasianych w wyobraźni gitarzysty przez te wyprawy. Wykiełkowało z nich osiem całkowicie instrumentalnych utworów. Całkowicie, gdyż w odróżnieniu od dwóch poprzednich płyt, tym razem próżno szukać między dźwiękami głosu belgijskiej wokalistki Esther Van Hees. Co ciekawe, nie ujmuje to płycie liryzmu. Niewątpliwa w tym zasługa muzyków i zmysłu kompozycyjnego Puławskiego, który już poprzednimi albumami udowodnił, że nie brakuje mu pomysłów i dodatkowo wie, jak uchronić słuchacza przed monotonią.

Gitarzysta ponownie serwuje nam kalejdoskop uczuć, emocji i wrażeń, opakowanych w piękne melodie, zabawy rytmem i nieprzewidywalne zwroty formy. Czuć w tej muzyce dużo wolności, ale przemyślanej, niepozbawionej refleksji i sensu. Można w niej dostrzec ciekawe efekty stylistyczne, jak np. w "Tomatoes Growing Red Lips Growing Green", w którym dzieje się dużo, a jednocześnie da się w nim wyczuć powiew słodkiego lenistwa. Nie zabrakło też miejsca na eksperymenty brzmieniowe w postaci różnych efektów nakładanych kolejno na gitarę, jak podczas solówki w "Filettino To Charles Bridge". Choć moim faworytem jest pełne uroku i przewrotności "O Kotku", którego początek jest pomysłowo oparty na pewnej znanej melodii o pewnym nie mniej znanym kotku. Mam też wrażenie, że utwór trafnie oddaje to, co może dziać się w kociej świadomości. 

Tradycyjnie najwięcej smaczków i frajdy znajdą na krążku miłośnicy jazzowej gitary, co nie umniejsza oczywiście biegłości pozostałych muzyków. Miło przysłuchiwać się rozwojowi młodego artysty, który wyraźnie kontynuuje muzyczne eksploracje gryfu, co słychać zarówno w umiejętnym i pomysłowym łączeniu gry akordowej z solówkami, jak i w świetnych improwizacjach. I zdaję sobie sprawę, że podobne rzeczy pisałem w przypadku poprzednich płyt Puławskiego, ale jestem przekonany, że właśnie te elementy, świadczące o nieprzeciętnym zrozumieniu i opanowaniu instrumentu, są szczególnie godne uwypuklenia. 

"(Extra) Ordinary Songs" stanowi dobry przykład bogactwa drzemiącego w muzyce instrumentalnej. Jej nieoczywistość od zawsze sprawia mi ogromną przyjemność. Bo choć tytuły utworów mogą nieco nakierowywać myśli słuchaczy w stronę konkretnej interpretacji dźwięków, to jednak niemal zawsze wyłapiemy wśród nich także echa naszych własnych historii. Dzięki temu, słuchając tej samej płyty, każdy z nas może słuchać tak naprawdę innej opowieści. Ja z pewnością słyszę tu kolejną pozycję obowiązkową dla entuzjastów jazzowego szarpania strun.

Friday, April 20, 2018

Zimpel/Ziołek – Zimpel/Ziołek (2017)

Zimpel/Ziołek

Wacław Zimpel - clarinets, hammond organs, piano, synthesizer, bass drum, buddha machine
Jakub Ziołek - guitars, vocals, bouzouki, synthesizer, drum programming, buddha machine

Zimpel/Ziołek


INSTANT CLASSIC 063

By Adam Baruch

This is the debut album by the Polish duo comprising of Wacław Zimpel and Jakub Ziołek, two prominent names on the Polish/European Avant-garde scene since years. Zimpel produced a plethora of recordings in various musical environments like Jazz and World Music and Ziołek is predominantly known as a member of the Innercity Ensemble and other Rock oriented projects. On this album both musicians play a multitude of instruments each: Zimpel various clarinets and keyboards and Ziołek guitars, synthesizers as well as performs the vocals. The album presents just four compositions, three of which feature English lyrics (i.e. are songs of sort), one composed by Ziołek and three co-composed by Zimpel and Ziołek.

The music is much more tamed, melodic and "conventional" than one might expect from these two musicians. Heavily soaked in World Music, with Far East and Mediterranean sonic vistas dominating the proceedings, the complex multilayered musical fabric is gentle and as usual with Zimpel based on cyclic repetitions a la serial music and minimalism. The resulting kaleidoscope of sounds is breathtakingly beautiful and absorbing, meditative and enthralling.

Zimpel plays several exquisite clarinet solos, which sound superbly evocative backed by layers of synthesized reverberations. His power of expression is stunningly articulated throughout and is one of the key foci of this music, but certainly not the only one. This music works so well since it is a sum of many different ingredients, some acoustic and other electronic, which magically complement each other, creating a result that is greater than the sum of these parts.

Ziołek sings the vocal parts like some of the Progressive Rock heroes of the 1970s, with a reverberating (almost) falsetto. These vocal parts and the synthesizer work in the background, as well as the overall feel of this music would have earned it a prominent place on the Prog scene, if this album was recorded fifty years earlier. Perhaps this is the true New Prog, not the dreadful Neo Prog that some people are trying to create?

This album is a very powerful musical experience, in every respect. It has taken me by surprise, which happens very rarely, and I am sure many other people will share this opinion as well. It is definitely one of the strongest musical statements of 2017, way beyond any genre classification or attempt to describe it. It is in fact so powerful and meaningful, that my puny attempt to convey the meaning of this music is somewhat pathetic.

Wednesday, April 18, 2018

Štěpánka Balcarová - Life And Happiness Of Julian Tuwim (2017)

Štěpánka Balcarová

Małgorzata Hutek - vocals
Štěpánka Balcarová - trumpet
Marcel Bárta - tenor & soprano saxophones, clarinets
Robert Fischmann - flute, alto flute, piccolo
Nikola Kołodziejczyk - piano
Jaromir Honzák  - bass
Grzegorz Masłowski - drums


Life And Happiness Of Julian Tuwim

ANIMAL MUSIC 065

By Adam Baruch

This is the debut album as a leader by Czech trumpeter / composer Štěpánka Balcarová, recorded with a septet comprising of Czech and Polish Jazz musicians: vocalist Małgorzata Hutek, saxophonist Marcel Bárta, flautist Robert Fischmann, pianist Nikola Kołodziejczyk, bassist Jaromir Honzák  and drummer Grzegorz Masłowski. As the title suggests, the album presents nine poems by Polish/Jewish poet Julian Tuwim, which were made into songs with original music composed by Balcarová.

The album is a typical Jazz & Poetry project, which apparently is a specialty of the Eastern European region (Poland especially), and which keeps the wondrous and much neglected elsewhere idiom alive and kicking. Of course tackling Tuwim's poems, who after all was the most important 20th Century Polish poet, is an extremely risky undertaking, especially in view of the fact that his poems were already made into songs countless times before by some of the best composers out there. Balcarová decided to compose music to Tuwim's early poetry, published (with one exception) between 1918 and 1923, which are more rarely used as sources of songs, and therefore she brings forward to the public eye a lesser known facet of his poetry.

I am happy to say that Balcarová managed to create a consistent song cycle, with her music being very appropriate to the poetic contents. The music is full of melancholy, perhaps even a bit too somber at times, since these poems are considered as optimistic and vital in comparison to Tuwim's later work, which was full of cynicism and resentment. Nevertheless the music, as already mentioned, is more than appropriate in this context and its melodic qualities, which incorporate strong Eastern European folkloristic motifs, is definitely impressive. The polyrhythmic compositions are the most successful and interesting musically, but they are a minority.

The instrumental work is also very solid from start to finish, with excellent solo parts by the players and supportive rhythm section. Kołodziejczyk is definitely the key player, who keeps the harmonic structures in place and accompanies the vocals amicably, adding some splendid solo parts on the fly. The vocals suffer from some problems: they are way too theatrical and loud; there is way too much vibrato and almost no reference between the actual lyrics (poems) and the way they are expressed. Hutek sings forcefully even in the most intimate moments, which at its extreme manifestations is pretty annoying. I'd rather have these texts whispered rather than sung the way they are. But to be fair these texts are extremely difficult and combined with the music, which also is often challenging, Hutek does the best she can to make it work and overall, with a bit of acquired taste, does fine.

But this album is all about the music, first and foremost, and as such it is a splendid piece of work, that deserves to be heard and enjoyed. Beautifully packaged and with a booklet that includes the original poems in Polish and Czech and English translations, this is a piece of Culture that true connoisseurs of the Jazz & Poetry idiom would absolutely love to have in their collections. Wholeheartedly recommended!

Monday, April 16, 2018

Leszek Kułakowski Quintet feat. Andy Middleton – Copy & Insert (2017)

Leszek Kułakowski Quintet feat. Andy Middleton

Leszek Kułakowski - piano
Andy Middleton - tenor & soprano saxophones
Jerzy Małek - trumpet, flugelhorn
Piotr Kułakowski - double bass
Tomasz Sowiński - drums

Copy & Insert


SOLITON 733

By Adam Baruch

This is a live album by veteran Polish Jazz pianist / composer / bandleader / educator Leszek Kułakowski recorded in a classic quintet setting with American (resident in Vienna) saxophonist Andy Middleton, trumpeter Jerzy Małek, bassist Piotr Kułakowski (Leszek's son) and drummer Tomasz Sowiński. Together they perform six original compositions, all by Leszek Kułakowski. The sound quality of the live recording is excellent.

The music is all within the boundaries of contemporary modern mainstream Jazz, with melody based compositions which serve as basis for the quintet to carry the tunes in orderly manner and present individual solos. Kułakowski is a superb composer and his elegant tunes sound as if they originate from a collection of standards, but in fact are his originals.

The performances are all spotless of course, as expected from these highly experienced and talented musicians. Middleton, who is also an educator, same as Kułakowski, has a wonderful tone and elegant flow, and his solos are a true delight. Małek is also a superb player and his phrasing is full of emotion and skill. Kułakowski is a very original pianist, who plays remarkably not only when soloing but also while accompanying his colleagues. Piotr Kułakowski is one of the best bassists on the crowded Polish Jazz scene and his pulsations are always right on the money. Sowiński is exactly the right drummer for this quintet, pushing the other players during the up-tempo numbers and gently paving the way during the ballads. In short a mainstream A-Team, which delivers nothing but the best.

This album slaughters a few "holy cows", namely: "European musicians can't swing", "Those who can't play teach" and other popular misconceptions. Any true Jazz lover listening to this album should be completely satisfied in every respect.

Side Note: Since a few years, every December, Leszek Kułakowski, Andy Middleton and me meet in Katowice to serve as jury members of the International Jazz Composition Competition, held at the local Jazz Academy (together with Jerzy Jarosik, the head of the Jazz Department of the Academy and our host, and fantastic trumpeter / educator Piotr Wojtasik). Over the years we not only forged a wonderful friendship between ourselves, discussed music and life for endless hours and of course managed to consume many a gallon of beer, vodka and eventually anything that is humanly drinkable. Who says Jazz is not a platform of friendship.

Saturday, April 14, 2018

Mateusz Gawęda Trio - Falstart (2018)

Mateusz Gawęda Trio

Mateusz Gawęda - piano
Alan Wykpisz - double bass
Grzegorz Pałka - drums

Falstart

AUDIO CAVE 004-2018




By Krzysztof Komorek

Jakiś czas szukałem klucza do odczytania tej płyty. Ot, choćby zastanawiając się nad rozwikłaniem sensu tytułu albumu. Bywa to czasem zgubne, bo można zupełnie rozminąć się z zamierzeniami twórcy, ale tym razem, ów tytułowy "Falstart" pasuje mi do nieustannych zaskoczeń, jakie funduje słuchaczowi trio. Do ustawicznego wypychania odbiorcy z komfortowej strefy wpisania muzyki w określone ramy. 

"Nie tak szybko! Falstart" zdaje się mówić Mateusz Gawęda moim odczuciom. Spodobało się? To… robimy woltę. Zmieniamy wszystko o sto osiemdziesiąt stopni. Z ballady przeskakujemy w ponure tony, a potem w elektronikę i zgrzytliwe, przesterowane dźwięki ("White Volvo"). Współczesną muzykę improwizowaną przełamiemy melodią, by bardzo szybko rozmyślić się i powrócić w pierwotne rejony ("Falstart"). Fortepianowy motyw, który zdaje się być zaledwie intrygującym wstępem, nie zostanie rozwinięty aż do końca czterominutowej kompozycji. Za to pianista stworzy z niego zarówno tło dla kapitalnej, dynamicznej solówki perkusji, a z drugiej strony spokojny, przepiękny solowy finał ("Old House" – zaczynający płytę, mój faworyt spośród całości). 

Gawęda nie okopuje się na bezpiecznych pozycjach i jednocześnie nie pozwala na to odbiorcy. Cały czas zmuszając do skupienia, uważnego słuchania, wyłapywania drobiazgów, szczegółów, niuansów. Muszę jednak przyznać, choć nie dotyczy to mnie, że takie rozwiązanie ma jedną wadę: mniej cierpliwych słuchaczy ustawiczne zmiany mogą dość szybko zniechęcić. 

Prawie godzina muzyki, siedem utworów, wszystkie to oryginalne kompozycje lidera tria. Druga płyta zespołu stanowi rozwinięcie formuły znanej z debiutanckiego albumu zespołu "Overnight Tales". Nie jest to jednak prosta kontynuacja. Inaczej bowiem zostały rozłożone akcenty, przeważa inna stylistyka. Więcej jest muzyki improwizowanej, śmielej idącej w kierunku awangardy. Wyraźnie zaznacza się odważne korzystanie z preparacji instrumentów czy elektroniki. 

Aktywności Mateusza Gawędy można obserwować z podziwem, śmiało stawiając go w czołówce najbardziej zapracowanych polskich muzyków. Jednocześnie jego nazwisko powoli staje się gwarantem, że prezentowany projekt będzie wydarzeniem co najmniej ciekawym, bez wątpliwości interesującym, pełnym emocji i wrażeń. Komplementy należą się także pozostałym dwóm członkom tria (Alan Wykpisz i Grzegorz Pałka zagrali także na debiutanckiej płycie zespołu). Na opisywanym tu albumie znakomicie uzupełnili Gawędę - zarówno jako klasyczna sekcja rytmiczna, jak i w charakterze solistów. Stała współpraca studyjna i koncertowa zaowocowała albumem, któremu miana falstartu przypisać nie sposób. 

Thursday, April 12, 2018

Marek Napiórkowski – WAW NYC (2017)

Marek Napiórkowski

Marek Napiórkowski - guitars
Manuel Valera - piano
Robert Kubiszyn - bass
Clarence Penn - drums
Chris Potter - tenor saxophone, bass clarinet (2)

WAW NYC



AGORA 9788326825897

By Adam Baruch

This is an album by Polish guitarist/composer Marek Napiórkowski, recorded (as the title suggests) with a Polish/American quartet, which also includes Cuban (resident in NY) pianist Manuel Valera, Polish bassist Robert Kubiszyn and American drummer Clarence Penn. American saxophonist Chris Potter guests on one track. The album presents seven original compositions, six by Napiórkowski and one by Kubiszyn.

The music presents a collection of beautifully melodic tunes, as appropriate for Napiórkowski's already well established composing career, which all suite ideally his virtuosic guitar performances. Floating between genres and changing moods, the music eventually could be best described as Fusion, but of course in case of Napiórkowski that is only fitting for lack of a better term, as his music is way richer and ambitious than the usual Fusion efforts. The tunes are full of twists and turns, tempo changes and complex harmonic structures, that produce an overall powerful and broad sound, which keeps the listener on his toes from start to finish.

All the musicians participating in this project are Masters of their trade and their playing here is professional and perfect in every respect. The focus is obviously on Napiórkowski, but this is definitely a group effort in every respect and the leader shares the responsibilities with his partners on an equal foot. Valera is a magnificent pianist, with an incredibly sensitive touch on the keyboard and a soulful lyricism, which are ideal for this music. Kubiszyn is a highly melodic bassist, very sensitive to the intricacies this music requires and always there where his support is needed. Penn is exquisitely dynamic, always there behind the players, but never obtrusive or overwhelming beyond the call of duty.

Overall this is a wonderful album which is a true pleasure to listen to, calling for repeated listening sessions in order to get the depth and complexity of these performances absorbed in full. Fusion fans the world over should be melting to the sound of this music playing in the background, not to mention guitar diehards, who are in for a treat. But beyond the guitar artistry and group performances, the music is what stays in the long term! Hats off Maestro!

Wednesday, April 11, 2018

Robert Szewczuga Trio – Moonrise (2018)

Robert Szewczuga Trio

Robert Szewczuga - bass
Michał Rorat - keyboards
Paweł Dobrowolski - drums

Moonrise

METAL MIND 0788




By Adam Baruch

This is the debut album as a leader by young Polish bassist Robert Szewczuga, recorded in a trio setting with keyboardist Michał Rorat and drummer Paweł Dobrowolski. Several guest musicians are featured on selected tracks. The album presents ten original compositions, presumably all by Szewczuga, although that is not mentioned on the album's artwork.

The music is all within the Fusion/Funk/Groove framework, based on solid melodies, which serve as vehicles for the lengthy improvisations, mostly by the leader. The relaxed atmosphere and beautiful sound quality add to the overall effect, creating an album that is a real pleasure to listen to from start to finish.

Szewczuga makes sure that his electric bass playing remains the focal point of this recording, playing with virtuosity and vigor that bring fond memories of Jaco Pastorius' work. Both Rorat and Dobrowolski stand shoulder to shoulder with the leader and support him exactly as appropriate within this environment, emphasizing the Funk and Groove elements. The track featuring Apostolis Anthimos on guitar is a classic Fusion tune and a great example of what can still be achieved in that idiom today. The track featuring the vocalist Ghostman is a wonderful reminder of his quality and a longing for more of his recorded work.

Overall this is an excellent album, which is fun to listen to and proudly represents the role of electric bass in contemporary music, which sadly is often overlooked. Szewczuga's exquisite sensitivity, which is well demonstrated by his work as a sideman, is even more prominent herein. For electric bassists and fans of the instrument this is an absolute must, an orgy of talent and virtuosity. Wholeheartedly recommended!

Monday, April 9, 2018

Maciej Obara Quartet - Unloved (2017)

Maciej Obara Quartet

Maciej Obara - alto saxophone
Dominik Wania - piano
Ole Morten Vågan - double bass
Gard Nilssen - drums

Unloved

ECM 2573



By Krzysztof Komorek

Przetoczyło się przez polskie media (nie tylko te branżowo związane z jazzem) mnóstwo publikacji dotyczących albumu "Unloved" kwartetu Macieja Obary. Wywiadów, zapowiedzi, recenzji. I choć płyta często wysoko lokowała się w rocznych podsumowaniach krajowego jazzu (także na polish-jazz.blogspot.com) to zdarzały się i – dogłębnie uzasadnione – głosy krytyki. Największe emocje już opadły, więc warto odnieść się trochę do tego, co pisano o "Unloved", zanim – tu zdradzę pointę recenzji – uzasadnię, dlaczego mnie płyta ta się podoba. 

Krytykowano sam album i otoczkę jego publikacji. Umniejszano znaczenie debiutu w ECM, kwestionując aktualną pozycję tej wytwórni w świecie jazzu. Zgodzę się, że ECM nie jest dziś może centrum twórczego fermentu w samym jazzie, ale wystarczy spojrzeć uważnie na katalog, by dostrzec, jak wiele świetnej muzyki cały czas jest tam wydawane. Zresztą głosy dziennikarzy za oceanem nadal uznają zarówno Manfreda Eichera, jak i jego firmę za najważniejszych producenta i wydawnictwo – patrz ankiety krytyków Downbeatu i Jazz Times podsumowujące rok 2017. A przecież amerykańska krytyka nieskora jest do wyróżnień "obcokrajowców". 

Zgoda, debiut w ECM nie gwarantuje światowego sukcesu, ale jaki jest sens umniejszania bytności zespołu Obary w katalogu ECM? Przecież choćby utorowanie przez "Unloved" drogi do rychłego wydania autorskiej płyty Dominika Wani we współpracy z wydawnictwem Eichera, to pierwszy z brzegu i nie jedyny pozytyw zaistnienia kwartetu Obary w ECM. Znalazłem też głosy pomstujące, że pisało się o "Unloved" nieproporcjonalnie dużo. Tak jakby było coś złego w tym, że polski jazz, prawdziwy jazz, zaistniał w miejscach nieskorych do najmniejszej choćby o nim wzmianki. Pozytywnym aspektem tej sytuacji było dla mnie także to, że pośrednio wymusiła ona wsłuchanie się uważnie w głos sprawcy całego "zamieszania". Przecież tak jak analizując literaturę zwracamy wielokrotnie uwagę na konteksty, tak i w muzyce poznanie tego, co działo się "wokół" płyty, choćby na etapie pracy nad nią, pozwala na pełniejszy, bardziej świadomy odbiór dzieła. 

Oczywiście była też stricte merytoryczna, rzeczowa krytyka, odnosząca się do warstwy artystycznej. Zwracano przede wszystkim uwagę na zmianę stylu grania kwartetu. Owszem, to płyta różniąca się od poprzednich albumów tego składu. Porównania są zresztą dość łatwe, bowiem większość materiału z "Unloved" można było posłuchać na wcześniejszych, koncertowych rejestracjach Obara International (najnowszy album zawiera tylko jeden utwór premierowy). To prawda, nie zawsze jest to ta sama muzyka. Ot, choćby nie ma tu trąbki Toma Arthursa z rejestracji występu w Mińsku Mazowieckim. I już tylko to diametralnie zmienia poszczególne kompozycje. Czy jednak Maciej Obara stracił pazur? Czy delikatniejszy, acz przejmujący głos, budzi mniej emocji niż donośny krzyk? 

Przyznaję, że na początku sam miałem wątpliwości, co do odbioru tej płyty. Pomógł mi mały eksperyment. Słuchałem na przemian, porównując utwór po utworze, "Unloved" i wcześniejsze, koncertowe nagrania. Zestawiając znaną chropowatość z teraźniejszą, gładką subtelnością. Obydwa konteksty zdały mi się piękne, każdy na swój własny sposób. Zresztą druga część ECM-owkiego debiutu Obary ze "Sleepwalker" i "Echoes", z genialną grą Dominika Wani, niemal nie odbiega od wcześniejszych dokonań kwartetu. Można notabene zauważyć, że – stylistycznie – właśnie Dominik Wania jest tutaj swoistym łącznikiem z przeszłością. Pierwsze cztery utwory – w tym tytułowy "Unloved" Komedy, jedyna kompozycja, która nie wyszła spod pióra lidera zespołu – są łagodne, nastrojowe, piękne. Zapytam przekornie: czy piękno może być złe? 

Koniec końców, krytyka sztuki ma jednak to do siebie, że wkraczamy na poziom dyskursu o gustach. Mogę zrozumieć, że "Unloved" zupełnie może się komuś nie podobać, ale nie umiem zaakceptować autorytarnej krytyki, mówiącej, że to bezwzględnie słaby album. Maciej Obara w jednej ze swych wypowiedzi poprzedzających premierę stwierdził, że płyta ta będzie albo kochana, albo znielubiona. Tak się też stało. "Unloved" nie pozostawia słuchacza obojętnym, nie jest nijakim nagraniem, które nie wzbudzi żadnych emocji. Ja pozostaję po stronie zauroczenia.

Saturday, April 7, 2018

Thomas Kolarczyk Ensemble - Halbträume (2018)

Thomas Kolarczyk Ensemble

Viktor Wolf - clarinet, bass clarinet
Otto Hirte - alto saxophone, flute, alto clarinet
Sławek Pezda - tenor saxophone
Thomas Kolarczyk - double bass
Kuba Gudz - drums



Halbträume

DOUBLE MOON 71194

By Maciej Nowotny

Kiedy przed laty dodawaliśmy na blogu kategorię przeznaczoną specjalnie dla debiutantów mieliśmy wątpliwości, czy w ogóle będą dla niej wartościowi kandydaci. Obawy te okazały się płonne. Kolejne lata przyniosły prawdziwe tsunami wartościowych debiutów na blogu, wśród których wymienić można nazwiska tej miary co Sebastian Zawadzki, Nikola Kołodziejczyk, Maciej Kądziela, Grzegorz Tarwid, Michał Ciesielski, Franciszek Pospieszalski, Kasia Pietrzko i wielu innych (pełną listę wyróżnionych przez nas debiutów możecie znaleźć pod tym linkiem). Dzisiaj chcemy odnotować kolejny dojrzały artystycznie debiut, tym razem kontrabasisty Thomasa Kolarczyka.

Urodzony w Niemczech, ale mający polskie korzenie, muzyk należy do kohorty tych naszych młodych artystów, dla których granice państwowe, polityczne, etniczne są podobnie jak te między muzycznymi gatunkami po to, by je przekraczać. Studiuje, pracuje i muzykuje w Berlinie, który w ostatnich latach stał się magnesem dla wielu polskich młodych niespokojnych duchów. Z tego, co przeczytałem w jednym z wywiadów, nie zamyka się wcale w jazzowej wieży z kości słoniowej, lecz aktywnie penetruje bogatą berlińską scenę muzyczną, grając nie tylko w formacjach jazzowych czy też improwizujących, ale też rockowych, folkowych czy nawet tych z pogranicza muzyki klasycznej.

Co najważniejsze, wszystkie te zasymilowane wpływy słychać w muzyce. Może nawet nie tyle w warstwie narracyjnej, bezpośrednio melodyjnej czy rytmicznej, lecz bardziej w złożoności kompozycji, w ich dojrzałym ujęciu, a także w jakości wykonania. Oczywiście sekcja rytmiczna jest bardzo silnym punktem tego zespołu, a tworzy ją współpracujący od wielu lat z Thomasem perkusista Kuba Gudz. Pamiętam ich z wydanej w 2012 roku płyty "Tone Raw", którą recenzował Adam Baruch, już wtedy przepowiadający tym muzykom dużą przyszłość.

Siłą rzeczy jednak o obliczu tego zespołu stanowią instrumenty dęte: Sławek Pezda na saksofonie tenorowym,  Otto Hirte na saksofonie altowym i Viktor Wolf na klarnecie. To wszystko świetni instrumentaliści potrafiący dobrze wpasować się w stworzoną przez lidera koncepcję. Szczególnie charyzmatyczny jest Wolf, który swoją osobowością odcisnął wyraźne piętno na tym albumie, chociaż niekiedy jego quasi klezmerskie wstawki mnie drażniły. 

Generalnie najbardziej na tym albumie podobały mi się kompozycje i te momenty, gdy muzycy czujnie się słuchając, to podążali za liniami wytyczonymi przez Kolarczyka, to odchodzili od nich improwizując. Złożoność tej muzyki, świeżość, nawiązania stylistyczne do legendarnego Art Ensemble Of Chicago (kompozycja "Berlin Is Full Of Lonely People") i ich licznych europejskich permutacji, szczególnie brotzmanowskich, skutecznie przykuwały moją uwagę. Brakowało mi może tak bliskich sercu nut słowiańskich: emocjonalności, entuzjazmu, melancholii posuniętej do szaleństwa i przekształcającej się w ekstazę. Tylko że to więcej mówi o piszącym te słowa niż o Thomasie, który nagrał obiecującą płytę i któremu bardzo życzę, by podążając tak wytyczoną ścieżką, w pełni zrealizował swój bez wątpienia duży potencjał.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...